Stałaś obok szczęśliwego 30-latka wlepiającego oczy w syna. Waszego syna. Małego Tommy'iego. Byłaś szczęśliwa patrząc na dwóch mężczyzn swego życia. Razem z Louis'em staraliście się o dziecko dobre kilkanaście lat, dziesiątki razy chodziłaś do lekarza. Wszystko było w jak najlepszym porządku, nie rozumiałaś dlaczego nie możesz zajść w ciąże. Po tylu latach lekarze dawali marne szanse na jakiekolwiek dziecko.
Mieliście się zdecydować na adopcję gdy, któregoś dnia przebudziłaś się z ogromnymi mdłościami. Pobiegłaś do toalety i pochyliłaś się nad łazienką.
- Skarbie co się dzieje? - szepnął Tomlinson odgarniając Twoje włosy w tył. Nie potrafiłaś Mu odpowiedzieć bo sama zastanawiałaś się co z Tobą jest. Bałaś się, od niedawna czułaś się osłabiona, miesiączka Ci się spóźniała. Bałaś się, że to nowotwór.
- Nie wiem Lou, zawieź mnie do szpitala... - Twój szept rozniósł się po zimnych kafelkach, a w momencie gdy wtedy 29-letni Louis Tomlinson dzwonił po pogotowie Ty zemdlałaś.
Obudziłaś się dopiero w ambulansie. Przy Tobie siedział zapłakany, a zarazem uśmiechnięty chłopak.
- Louis? Co się stało?
- Jesteś w ciąży. - poczułaś Jego nacisk na swoim ciele, a także po Twych chłodnych policzkach zaczęły spływać srebrne łzy. Byłaś najszczęśliwszą kobietą na świecie, nosiłaś w swym ciele małą bądź małego potomka Louis'a Tomlinson'a. Mężczyzny, w którym jesteś zakochana do szaleństwa.
W takich okolicznościach dowiedziałaś się o dziecku. Marzyliście o tym jednak kilka dni przed porodem naszły Cię wątpliwości. Wątpliwości co do tego czy dacie rade wychować dziecko. W końcu to nie byle zabawa, a Lou nadal jeździł w trasy.
- Louis boję się... - szepnęłaś masując brzuch. Był ogromny, ale nie można się dziwić, niedługo zaczynał się 9 miesiąc.
- Czego skarbie? - spojrzał na Ciebie zaspany mężczyzna. Nie dziwiłaś Mu się, był przy Tobie dzień w dzień. Noc w noc. Nie chodził już nawet na próby.
- Że nie damy sobie rady, przecież Ty masz One Direction, a ja? Ja nie potrafię zająć się nawet młodszą siostrą... - z Twych ust wydobył się szept. Spojrzał na Ciebie zaskoczony, był widocznie zły.
- Przestań! Przecież będę przy Tobie! Nie pozwolę byś była z tym wszystkim sama!
Mocno Cię, znaczy Was przytulił po czym złożył na Twym brzuchu delikatny pocałunek.
Nie kłamał. Od porodu minął rok, a On nigdy nie zostawił Cię choćby na tydzień. I właśnie za to Go kochałaś, za to, że zawsze dotrzymywał tajemnic i nigdy nie przestał Cię kochać. A wiedziałaś, że nie byłaś piękna jak kiedyś. Miałaś rozstępy, Twoja skóra była obwisła, a ciało zgubiło swą energię. Nie byłaś taka jak kiedyś jednak On nadal darzył Cię uczuciem takim jak wtedy gdy się poznaliście. Kochał Cię do szaleństwa.
________________________
Krótko, ale nie mam weny. Jednak obiecałam więc musi być :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz