piątek, 23 listopada 2012

Harry, part two.


- (Twoje imię)?! - usłyszałaś za sobą krzyk Harry'ego. Oderwałaś się zaskoczona od Tomlinsona i zerknęłaś na zszkowanego, a zarazem rozzłoszczonego loczka. W twoich oczach pojawiły się łzy, dobrze wiedziałaś, że w tej chwili już całkiem zniknęła twoja szansa.
- Harry... - szepnęłaś podchodząc do niego i łapiąc go za dłoń, jednak loczek odtrącił ją i odepchnął cię od siebie. Poczułaś jak serce kraje ci się na pół. Nie chciałaś by to wszystko się tak potoczyło, nie chciałaś go tracić, nie po tym jak wyznałaś mu miłość...
- Harry błagam cię...
- O co mnie błagasz?! No kurwa o co?! Żebym ci przyniósł gumki na wasze ruchanie?! Tego chcesz?! - krzyczał z każdym słowem odpychając twoje ciało, które przysuwałaś w jego stronę. Serce pękało w szwach, a łzy coraz gęściej płynęły.
- Hazz przestań... chce cię przeprosić... błagam o to byś mi wybaczył... - szeptałaś ocierając opuszkami palców o jego tors, widziałaś w oczach chłopaka delikatnie iskierki pożądania, które zniknęły zaraz po tym gdy zobaczył Louis'ego.
- Wiesz co?... - spojrzał na ciebie lekko uśmiechnięty, poczułaś nadzieję, ogromną nadzieję, że ci wybaczył, że wszystko będzie jak wcześniej, że znów będziecie najlepszymi przyjaciółmi.
- Tak? - szepnęłaś pełna nadzei.
- Nienawidzę cię - warknął i odszedł wsuwając dłonie w kieszenie. Świat ci się zawalił. Łkając opadłaś na kolana, a za chwilę przy tobie pojawił się niebieskooki.
- (Twoje imię)... (Twoje imię) spokojnie... wszystko się ułoży, będzie okej - szeptał łapiąc cię za ramiona i podnosząc Tomlinson. - Kicia, weź się w garść, to nie koniec świata. On do ciebie wróci, zobaczysz...
Spojrzałaś zaskoczona na Lou po czym po prostu roześmiałaś mu się w twarz. Oboje dobrze wiedzieliście jaka jest prawda, dobrze wiedzieliście, że Harry do ciebe nie wróci,. Miał swoją Madeline poza tym nie chciał cię znać po tym co zobaczył. Ale... ale nie mogłaś zrozumieć czemu zrobił się aż tak zazdrosny, przecież nawet nie byliście razem.

  ~ * ~
Złapałaś małą dziewczynkę za rączkę. Ona uśmiechnęła się do ciebie i ścisnęła twojego palca wskazującego.
- A gdzie tatuś? - szepnęła na co tobie zrobiło się głupio. Nie wiedziałaś co miałaś jej powiedzieć... Zaśmiałaś się nerwowo poprawiając grzywkę.
- Skarbie, tatuś i mamusia są w domku, dzwonią do bociana żeby ci przyniósł braciszka - spojrzałaś na małą, której powiększyły się oczy. Kim było to maleństwo? To była mała mała Lucy, twoja chrześnica. córka Liam'a i Danielle*. Mała miała cztery latka i była twoich jak i ich szczęściem. Lubiłaś ją rozpieszczać, niestety dziś musiałaś ją zaprowadzić do chrzestnego. Kto nim był?...
- Wujek Haly! - krzyknęła mała i wtuliła się w nogę loczkowatego, który wpatrywał się we ciebie jak w obrazek, ostatni raz widzieliście się na chrzścinach małej więc dobre kilka lat temu. Tęskniłaś za nim jak i on za tobą, wam obojgu było ciężko, ale żadne nie potrafiło się odezwać pierwsze. To duma na to nie pozwalała.
- Cześć (Twoje imię)... - w końcu odezwał się spuszczając lekko wzrok. Twe serce zatrzymało się na dźwięk jego głosu, ta codzienna chrypka osiemnastoletniego smarkacza zamieniła się w seksowny głos dwudziestojednoletniego mężczyzny.
- Cześć Harry... - i ty spuściłaś głowę gdy poczułaś jak twe biodra oplatają dłonie. Spojrzałaś w górę, a tam napotkałaś jego wzork. Serce zaczęło mocniej bić, a puls stanowczo przyśpieszył. Ułożyłaś ręce na jego torsie.
- Tęskniłem za tobą... - szepnął wprost w twe usta co wprowadziło cię w większy stan pożądania. Palce automatycznie zacisnęły się na jego koszulce. - Bardzo za tobą tęskniłem, przepraszam za to co stało się wtedy... byłem głupi, nie wiedziałem co tracę...
Szeptał napierając na twój brzuch swoją męskością. Miałaś ochotę wyjęczeć jak bardzo go teraz pragniesz, jak bardzo chcesz zerwać z niego ubranie i po prostu się na niego rzucić, ale nie mogłaś, z twoich ust nie chciał się wydobyć żaden dźwięk, nie mogłaś nawet go odepchnąć.
- H-Hazz... - w końcu sapnęłaś wsuwając kolano między jego nogę. Chciałaś złapać go za ubranie i wepchnąć do sypialni, chciałaś po prostu poczuć go w sobie, W KOŃCU.
- (zdrobnienie Twojego imienia)... - wessał się w twoją szyję, a dłonią ścisnął twój pośladek.
- WUJKU HALY! CO LOBIS CIOCI?! - usłyszeliście za sobą krzyk i cicho mrucząc niezadowoleni odsunęliście się od siebie. Spojrzałaś na małą po czym wzięłaś ją na ręce i zaczęłaś gilgotać.
- Wujek Haly to wampil i chciał mnie uglyść - roześmiałaś się na co mała zerwała się z twoich rąk i pobiegła do kuchni. - LUCY!
- Nie, czekaj - złapał cię za rękę Harry. - Zobaczymy co wymyśli.
Przeniosłaś na niego wzork po czym cofnęłaś się o krok i oparłaś się pośladkami o ścianę czekająć na malucha. Po chwili mała wróciła z czosnkiem, którym zaczęła rzucać w Styles'a.
- AMAS WAMPISE! - krzyczała rzucając coraz większą ilością czosnku. Leżałaś na ziemi zwijając się ze śmiechu, a rozbawiony Harry udawał, że 'umiera' jako prawdziwy wampir.
- Lu. Lucy - podeszłaś do małej na czworaka śmiejąc się - Chyba nie chcesz zabić wujka Harry'ego, co? Kto ci będzie kupował prezenty? Kto ci kupi lalkę Barbie?!
Udałaś zrozpaczoną, a ona wtedy pobiegła do loczka i zaczęła go mocno tulić. Cmoknęła go w czoło i złapała za policzki co wyglądało komicznie więc twoim ciałem wstrząsnęła salwa śmiechu.
- Pseplasam wujasku. Nie chciałam, kupis mi lalke, plawda? - parsknęłaś jeszcze większym śmiechem słysząc jej słowa, spojrzałaś na Harry'ego, który poruszał śmiesznie brwiami, a gdy spytałaś o co chodzi on po prostu cię pocałował.

*córka Liam'a i Danielle -
Tak wiem, że Lanielle już nie istnieje, ale osobiście ich bardzo kocham i nie mogłam się powstrzymać by nie wpleść takiego wątku, gdyby ktoś miał coś przeciwko może tam wpleść chłopaka, którego chce :) x

***
A więc przed Wami jest part two :)

środa, 21 listopada 2012

cześć skarby. chciałam Was cholernie przeprosić za to, że tak przymuliłam z drugim partem, ale on jest w trakcie tworzenia. wena mnie lekko naszła więc coś tam wyskrobię. kocham Was misiee <3 pamiętajcie o tym bo moje imaginy też Was kochają :)

sobota, 27 października 2012

Harry, part one


Zerknęłaś na lokowatego, który bawił się guzikiem przy twoich spodniach. Czułaś się dziwnie? Nie, nigdy nie dziwł cię fakt, że Harry czasami sobie za dużo pozwala, przyzwyczaiłaś się do tego. Przyzwyczaiłaś się do tego, iż twój przyjaciel niekiedy dotyka cię tam gdzie nie powinien.
- Harry daruj sobie - szepnęłaś patrząc na niego, on tylko obrzucił cię spojrzeniem i uśmiechnął się pod nosem. Tak jak myślałaś, wcale nie przerwał czynności, wręcz przeciwnie - odpiął takowy guzik. - proszę cię Harry przestań.
Poczułaś się nieco zdenerwowana, a także zawstydzona. Nie miałaś ochoty znów dać mu się obmacywać. Nie przeszkadzało ci to, ale dzisiejszej nocy wszystko sobie przemyślałaś. Nie podobał ci się fakt, że traktował cię jak każdą inną. Jedyną różnicą było to, że do ciebie wracał zawsze, tamte zostawiał po jednej nocy. W pewnym sensie byłaś wyjątkowa, byłaś dla niego kimś ważny, kimś dla kogo warto było poświęcić chwilę czasu.
- Harry uspokój się! - warknęłaś w pewnym momencie na co on prychnął pod nosem i odsunął się od ciebie.
- dobra, dobra, nie denerwuj się. Złość piękności szkodzi - zaśmiałaś się pod nosem, a on wytknął ci język. Był jaki był jednak kochałaś tego chłopaka. Kochałaś jak żadnego. Twoim sercem zawładnął głupi kobieciarz, który nie docenia twojej bliskości.
- hej... (Twoje imię)? - w pewnym momencie wyszeptał loczek, a ty odwróciłaś się na dźwięk jego głosu.
- co tam, Hazz?
- mogę ci coś wyznać? - uśmiechnął się nerwowo, a ty po prostu podniosłaś się i pokiwałaś głową by zaczął mówić. Miałaś nadzieję na to, że wyzna ci miłość. Nadzieję - jednak nadzieja matką głupich jak to mówią...
- bo wiesz... ja... ja się zakochałem. Ona jest wspaniała i wydaje mi się, że jest tą jedyną, tą na zawsze... jak mogę jej to powiedzieć?... - zerknął na ciebie nieśmiało. Automatycznie przez głowę przeszła myśl, że chodzi o ciebie, i tam już została. Rozpromieniona złapałaś jego policzki i wessałaś się w te słodkie malinowe usta.
- ja ciebie też kocham Harry! - wykrzyknęłaś na co on odepchnął cię od siebie.
- to wcale nie chodziło o ciebie idiotko! Chodziło mi o Madeline! Mówiłem ci o niej, pamiętasz?! - krzyczał, a ty siedziałaś na ziemi czerwona ze wstydu. Jak mogłaś tak pomyśleć? Jak mogłaś myśleć, że chodzi o ciebie? Przecież to oczywiste...
- przepraszam... - wyszeptałaś i uciekłaś. Uciekłaś jak najdalej... Byle go nie spotkać, nie spotkać jego, albo i jej. Było ci ciężko. Tak cholernie ciężko z myślą, że Harry nie kocha ciebie, a jakąś głupią plastikową wywłokę, która nawet nie wie jakiego koloru są jego oczy. A jakiego? Przepięknego kociego koloru. Kochałaś się w nich zatapiać, kochała się w nich przeglądać.
- (Twoje imię)... - usłyszałaś za plecami. Odwróciłaś się i na szczęście badź i nieszczęście zobaczyłaś Louis'iego [Louis fonetycznie brzmi "Lułi" więc napisałam "'iego" by lepiej można było wymawiać :)].
- Lou? Co ty tutaj robisz - raczej stwierdziłaś niż zapytałaś. Próbowałaś ukryć łzy, jednak on dobrze wiedział, słyszał waszą rozmowę, poza tym mówiłaś mu o swoich uczuciach.
- przykro mi mała - objął cię swymi silnymi ramionami, w które mocno się wtuliłaś. Wolałabyś by to był Styles jednak dziękowałaś bogu za takiego kogoś kim jest Tomlinson. - nie wiedziałem, że on jest aż taki sukinsynem by cię tak potraktować... przecież jeszcze niedawno mówił, że za nic nie chciałby cię tracić...
Szeptał w twoje włosy brunet. Byłaś załamana, załamana faktem, że to nie ciebie kocha, nie ty jesteś jego jedyną, a jakaś inna dziewczyna, która przez dzień nałoży więcej makijaży niż ty przez miesiąc. To bolało, na prawdę bolało, ale chciałaś być silna. Przynajmniej udawać... by Louis się nie domyślił.
- jak się czujesz? - podniósł twój podbródek dwoma palcami. Pociągnęłaś delikatnie nosem i spojrzałaś w jego oczy, chłopak powoli zaczął zbliżać swoją twarz do twojej aż w końcu złączył wasze usta w pocałunku. Byłaś zaskoczona jednak nie potrafiłaś się odsunąć, to było silniejsze od ciebie.
- (Twoje imię)?! - usłyszałaś za sobą krzyk Harry'ego.

~ * ~
Jestem po długiej przerwie z jedynką mojego pierwszego kilkupartowca! Mam nadzieję, że z przyjemnością  będziecie czekać na nowości :D x 

piątek, 27 lipca 2012

Przepraszam!

Jeeeejku, przepraszam Was na prawdę <3 Miałam problemy z komputerem jakieś, a teraz totalnie brak mi weny, wybaczciewybaczciewybaczcie xx
Zaczęłam pisać Liam'a +18 i jakoś muszę go skończyć jednak teraz całkiem uciekła mi wena :x Przepraszam, czekajcie z niecierpliwością!

wtorek, 17 lipca 2012

Zayn


Coraz częściej odwoływał Wasze spotkania, twierdził że musi pomagać mamie w przeprowadzce. A tak na prawdę chodził po kumplach. Dobrze wiedziałaś, że Jego mama wcale się nie przeprowadziła bo z Nią rozmawiałaś. Miałyście dobry kontakt, była dla Ciebie jak druga matka.
Szłaś parkiem ze spuszczoną głową, kolejny raz odwołał Wasze spotkanie, dlaczego tym razem? Bo Jego wujek "podobno" jest w szpitalu. W Twoich oczach zbierały się łzy, czułaś się oszukana, upokorzona. Dobrze wiedziałaś, że kłamie. Zresztą jak zwykle.
W pewnym momencie uderzyłaś w kogoś i upadłaś na ziemie, poczułaś dłonie oplatające Twoją talię i unoszące Cię do pozycji pionowej. Spojrzałaś w górę i napotkałaś TE brązowe tęczówki dzięki, którym dzień stawał się lepszy.
- Zayn? - szepnęłaś wlepiając wzrok w Jego twarz. Miałaś rację - kłamał. Bezczelnie Cię okłamywał, a Ty miałaś dowód.
- [T.I]... Co Ty tu robisz? - spojrzał na Ciebie zaskoczony, a w Tobie prawdę mówiąc się zagotowało.
- Co ja tu robię?! Co Ty tutaj robisz! Miałeś być u wujka! - krzyknęłaś Mu w twarz, a w Twych oczach pojawiły się łzy.
- Musimy pogadać. - wtedy Twe serce przestało na chwilę bić. "Musimy pogadać" - to zawsze znaczyło coś złego. Przynajmniej dla Ciebie. Zacisnęłaś mocno usta oraz oczy po czym wciągnęłaś powietrze i wypuściłaś je nosem.
- Słucham?
- Prawda jest taka, że Cię nie kocham. - powiedział od niechcenia, a Ciebie coś ukuło w sercu. Jak... jak On mógł to powiedzieć z taką obojętnością?
- Co? Ale jak to? - szepnęłaś niedowierzając, poczułaś pierwsze łzy spływające po policzkach.
- Po prostu Cię nie kocham. To był głupi zakład, który dzęki Twojej naiwności wygrałem dzieciaku. - w tamtej chwili z Twych oczu. - No i czego ryczysz? Co myślałaś, że ktoś taki jak ja Cię pokocha?
Nic nie odpowiedziałaś, starłaś łzy spływające po policzkach i uciekła do domu. Dla Ciebie świat już nie miał sensu, nic nie miało sensu kiedy nie było Jego przy Tobie. Tego który tak chamsko i bezczelnie się z Tobą rozstał.

Leżałaś twarzą w poduszce i całe dnie płakałaś. Przez tego idiotę, który potraktował Cię jak szmatę. Lecz Ty nadal Go kochałaś. Nawet teraz gdy minęło pół roku, dla Ciebie to nie był koniec. Każdy dzień bez Niego był dniem przepłakanym. Ciągle miałaś nadzieję, że zadzwoni, albo napiszę. Przeprosi, stwierdzi, że się mylił, że nadal kocha, jednak to nie nastąpiło. Wręcz przeciwnie, dostawałaś wiadomości od znajomych jakiej to sobie nie znalazł. Dobijali Cię coraz bardziej, miałaś ochotę wziąć żyletkę i po prostu to zakończyć jednak wiedziałaś, że musisz być silna. Jeśli nie dla Niego to po prostu dla rodziców.

Któregoś dnia mama poprosiła Cię byś poszła do sklepu bo sama nie mogła. Coś w środku mówiło Ci, że to głupia wymówka. Rodzicielka po prostu bała się o Ciebie. Nie wiedziała co się z Tobą dzieje i to tworzyło w Jej głowie jeszcze gorsze scenariusze.
Szłaś przez park. Tylko taka była droga do supermarketu. Zauważyłaś Go, siedział na ławce i miział się z kolejną. Twe oczy napełniły się łzami. Czułaś, że się przy Nich rozpłaczesz. Ten obrzydliwy widok gdy ich języki się stykały. Z Tobą robił to subtelniej, albo po prostu Ci się wydawało. Przecież dla Ciebie On wszystko robił subtelnie. Wzięłaś się w garść i podeszłaś do Nich. Fakt, byłaś zamknięta w sobie, całkiem zawstydzona i sparaliżowana jednak stanęłaś przed Nimi i wpatrywałaś się w Niego. Tylko w Niego. Jakby ta dziewczyna nie istniała.
Zauważył Cię, po pięciominutowym upływie czasu jednak Cię zauważył...
- O proszę, kogo ja tu widzę. - zaśmiał się wrednie. Kolejne ukłucie w okolicach serce. Zacisnęłaś niezauważalnie usta i dalej się w Niego wpatrywałaś. - No czego chcesz?
- Ciebie. Zayn proszę... Wiem, że kłamałeś... kochasz mnie... - szeptałaś wlepiając wzrok w ławkę, na której siedzieli. Nie potrafiłaś na Niego spojrzeć.
- Boże... [T.I] nie rozumiesz, że to był zakład? Jebany zakład?! Z Nami koniec! Co ja pierdole... Nas nigdy nie było! Wbij to sobie do głowy! Nie kochałem Cię i nie będę! - odepchnął Cię i odszedł trzymając dłoń na pośladku tej dziewczyny. Nie wytrzymałaś, Twoje oczy uroniły kilka łez, co przerodziło się w dziki szloch. Nie poszłaś do żadnego sklepu. Udałaś się do jakiegoś lasu, mówiono, że to nawiedzony las, ale wyśmiewałaś to. Teraz miałaś nadzieję, że to prawda. Że coś po Ciebie przyjdzie i z Tobą skończy.

Siedziałaś tam trzeci dzień, dziwiło Cię, że policja jeszcze Cię nie znalazła. Nie mogła namierzyć Twojego telefonu bo roztrzaskałaś Go o jakiś kamień. Po woli brakowało Ci sił, wody, a także jedzenia. Nie wytrzymywałaś.

Dziś mijał tydzień. Czułaś się jak jakiś dzikus, odmienieć. Siedziałaś w lesie i po prostu umierałaś z chorej miłości. Wiedziałaś, że to koniec. Powoli Twój organizm się wykańczał.

Półtorej tygodnia. Leżałaś zmarznięta na ziemi. Tak, to dziś. Dziś miał być Twój koniec. Ciało przestało słuchać Twoich poleceń. Wyszeptałaś ostatni raz trzy słowa:
- Kocham Cię, Zayn.
Po sobie pozostawiłaś tylko roztrzaskany telefon i listę produktów, które miałaś kupić w sklepie.

__________________________________

Pisałam to przy Led Zeppelin - Stairway To Heaven. O 3 w nocy więc mogą być jakieś niedomówienia bądź błędy, za które niezmiernie przepraszam. I wybaczcie, że tak długo.
Byłabym zapomniała. To o coś wyżej dedykuję mojemu żonowi Kaśce <3
Bless. :)

wtorek, 10 lipca 2012

Louis

Stałaś obok szczęśliwego 30-latka wlepiającego oczy w syna. Waszego syna. Małego  Tommy'iego. Byłaś szczęśliwa patrząc na dwóch mężczyzn swego życia. Razem z Louis'em staraliście się o dziecko dobre kilkanaście lat, dziesiątki razy chodziłaś do lekarza. Wszystko było w jak najlepszym porządku, nie rozumiałaś dlaczego nie możesz zajść w ciąże. Po tylu latach lekarze dawali marne szanse na jakiekolwiek dziecko.

Mieliście się zdecydować na adopcję gdy, któregoś dnia przebudziłaś się z ogromnymi mdłościami. Pobiegłaś do toalety i pochyliłaś się nad łazienką.
- Skarbie co się dzieje? - szepnął Tomlinson odgarniając Twoje włosy w tył. Nie potrafiłaś Mu odpowiedzieć bo sama zastanawiałaś się co z Tobą jest. Bałaś się, od niedawna czułaś się osłabiona, miesiączka Ci się spóźniała. Bałaś się, że to nowotwór. 
- Nie wiem Lou, zawieź mnie do szpitala... - Twój szept rozniósł się po zimnych kafelkach, a w momencie gdy wtedy 29-letni Louis Tomlinson dzwonił po pogotowie Ty zemdlałaś. 
Obudziłaś się dopiero w ambulansie. Przy Tobie siedział zapłakany, a zarazem uśmiechnięty chłopak. 
- Louis? Co się stało? 
- Jesteś w ciąży. - poczułaś Jego nacisk na swoim ciele, a także po Twych chłodnych policzkach zaczęły spływać srebrne łzy. Byłaś najszczęśliwszą kobietą na świecie, nosiłaś w swym ciele małą bądź małego potomka Louis'a Tomlinson'a. Mężczyzny, w którym jesteś zakochana do szaleństwa. 

W takich okolicznościach dowiedziałaś się o dziecku. Marzyliście o tym jednak kilka dni przed porodem naszły Cię wątpliwości. Wątpliwości co do tego czy dacie rade wychować dziecko. W końcu to nie byle zabawa, a Lou nadal jeździł w trasy.

- Louis boję się... - szepnęłaś masując brzuch. Był ogromny, ale nie można się dziwić, niedługo zaczynał się 9 miesiąc. 
- Czego skarbie? - spojrzał na Ciebie zaspany mężczyzna. Nie dziwiłaś Mu się, był przy Tobie dzień w dzień. Noc w noc. Nie chodził już nawet na próby. 
- Że nie damy sobie rady, przecież Ty masz One Direction, a ja? Ja nie potrafię zająć się nawet młodszą siostrą... - z Twych ust wydobył się szept. Spojrzał na Ciebie zaskoczony, był widocznie zły. 
- Przestań! Przecież będę przy Tobie! Nie pozwolę byś była z tym wszystkim sama!
Mocno Cię, znaczy Was przytulił po czym złożył na Twym brzuchu delikatny pocałunek. 


Nie kłamał. Od porodu minął rok, a On nigdy nie zostawił Cię choćby na tydzień. I właśnie za to Go kochałaś, za to, że zawsze dotrzymywał tajemnic i nigdy nie przestał Cię kochać. A wiedziałaś, że nie byłaś piękna jak kiedyś. Miałaś rozstępy, Twoja skóra była obwisła, a ciało zgubiło swą energię. Nie byłaś taka jak kiedyś jednak On nadal darzył Cię uczuciem takim jak wtedy gdy się poznaliście. Kochał Cię do szaleństwa.


________________________
Krótko, ale nie mam weny. Jednak obiecałam więc musi być :)

poniedziałek, 9 lipca 2012

Przeprosiny.

Jeeeeju, wybaczcie mi za to, że nie pisałam. First of all to miałam problemy z komputerem, teraz jakoś brak weny, ale spróbuję jeszcze dzisiaj coś wybazgrać. <3