sobota, 27 października 2012

Harry, part one


Zerknęłaś na lokowatego, który bawił się guzikiem przy twoich spodniach. Czułaś się dziwnie? Nie, nigdy nie dziwł cię fakt, że Harry czasami sobie za dużo pozwala, przyzwyczaiłaś się do tego. Przyzwyczaiłaś się do tego, iż twój przyjaciel niekiedy dotyka cię tam gdzie nie powinien.
- Harry daruj sobie - szepnęłaś patrząc na niego, on tylko obrzucił cię spojrzeniem i uśmiechnął się pod nosem. Tak jak myślałaś, wcale nie przerwał czynności, wręcz przeciwnie - odpiął takowy guzik. - proszę cię Harry przestań.
Poczułaś się nieco zdenerwowana, a także zawstydzona. Nie miałaś ochoty znów dać mu się obmacywać. Nie przeszkadzało ci to, ale dzisiejszej nocy wszystko sobie przemyślałaś. Nie podobał ci się fakt, że traktował cię jak każdą inną. Jedyną różnicą było to, że do ciebie wracał zawsze, tamte zostawiał po jednej nocy. W pewnym sensie byłaś wyjątkowa, byłaś dla niego kimś ważny, kimś dla kogo warto było poświęcić chwilę czasu.
- Harry uspokój się! - warknęłaś w pewnym momencie na co on prychnął pod nosem i odsunął się od ciebie.
- dobra, dobra, nie denerwuj się. Złość piękności szkodzi - zaśmiałaś się pod nosem, a on wytknął ci język. Był jaki był jednak kochałaś tego chłopaka. Kochałaś jak żadnego. Twoim sercem zawładnął głupi kobieciarz, który nie docenia twojej bliskości.
- hej... (Twoje imię)? - w pewnym momencie wyszeptał loczek, a ty odwróciłaś się na dźwięk jego głosu.
- co tam, Hazz?
- mogę ci coś wyznać? - uśmiechnął się nerwowo, a ty po prostu podniosłaś się i pokiwałaś głową by zaczął mówić. Miałaś nadzieję na to, że wyzna ci miłość. Nadzieję - jednak nadzieja matką głupich jak to mówią...
- bo wiesz... ja... ja się zakochałem. Ona jest wspaniała i wydaje mi się, że jest tą jedyną, tą na zawsze... jak mogę jej to powiedzieć?... - zerknął na ciebie nieśmiało. Automatycznie przez głowę przeszła myśl, że chodzi o ciebie, i tam już została. Rozpromieniona złapałaś jego policzki i wessałaś się w te słodkie malinowe usta.
- ja ciebie też kocham Harry! - wykrzyknęłaś na co on odepchnął cię od siebie.
- to wcale nie chodziło o ciebie idiotko! Chodziło mi o Madeline! Mówiłem ci o niej, pamiętasz?! - krzyczał, a ty siedziałaś na ziemi czerwona ze wstydu. Jak mogłaś tak pomyśleć? Jak mogłaś myśleć, że chodzi o ciebie? Przecież to oczywiste...
- przepraszam... - wyszeptałaś i uciekłaś. Uciekłaś jak najdalej... Byle go nie spotkać, nie spotkać jego, albo i jej. Było ci ciężko. Tak cholernie ciężko z myślą, że Harry nie kocha ciebie, a jakąś głupią plastikową wywłokę, która nawet nie wie jakiego koloru są jego oczy. A jakiego? Przepięknego kociego koloru. Kochałaś się w nich zatapiać, kochała się w nich przeglądać.
- (Twoje imię)... - usłyszałaś za plecami. Odwróciłaś się i na szczęście badź i nieszczęście zobaczyłaś Louis'iego [Louis fonetycznie brzmi "Lułi" więc napisałam "'iego" by lepiej można było wymawiać :)].
- Lou? Co ty tutaj robisz - raczej stwierdziłaś niż zapytałaś. Próbowałaś ukryć łzy, jednak on dobrze wiedział, słyszał waszą rozmowę, poza tym mówiłaś mu o swoich uczuciach.
- przykro mi mała - objął cię swymi silnymi ramionami, w które mocno się wtuliłaś. Wolałabyś by to był Styles jednak dziękowałaś bogu za takiego kogoś kim jest Tomlinson. - nie wiedziałem, że on jest aż taki sukinsynem by cię tak potraktować... przecież jeszcze niedawno mówił, że za nic nie chciałby cię tracić...
Szeptał w twoje włosy brunet. Byłaś załamana, załamana faktem, że to nie ciebie kocha, nie ty jesteś jego jedyną, a jakaś inna dziewczyna, która przez dzień nałoży więcej makijaży niż ty przez miesiąc. To bolało, na prawdę bolało, ale chciałaś być silna. Przynajmniej udawać... by Louis się nie domyślił.
- jak się czujesz? - podniósł twój podbródek dwoma palcami. Pociągnęłaś delikatnie nosem i spojrzałaś w jego oczy, chłopak powoli zaczął zbliżać swoją twarz do twojej aż w końcu złączył wasze usta w pocałunku. Byłaś zaskoczona jednak nie potrafiłaś się odsunąć, to było silniejsze od ciebie.
- (Twoje imię)?! - usłyszałaś za sobą krzyk Harry'ego.

~ * ~
Jestem po długiej przerwie z jedynką mojego pierwszego kilkupartowca! Mam nadzieję, że z przyjemnością  będziecie czekać na nowości :D x 

piątek, 27 lipca 2012

Przepraszam!

Jeeeejku, przepraszam Was na prawdę <3 Miałam problemy z komputerem jakieś, a teraz totalnie brak mi weny, wybaczciewybaczciewybaczcie xx
Zaczęłam pisać Liam'a +18 i jakoś muszę go skończyć jednak teraz całkiem uciekła mi wena :x Przepraszam, czekajcie z niecierpliwością!

wtorek, 17 lipca 2012

Zayn


Coraz częściej odwoływał Wasze spotkania, twierdził że musi pomagać mamie w przeprowadzce. A tak na prawdę chodził po kumplach. Dobrze wiedziałaś, że Jego mama wcale się nie przeprowadziła bo z Nią rozmawiałaś. Miałyście dobry kontakt, była dla Ciebie jak druga matka.
Szłaś parkiem ze spuszczoną głową, kolejny raz odwołał Wasze spotkanie, dlaczego tym razem? Bo Jego wujek "podobno" jest w szpitalu. W Twoich oczach zbierały się łzy, czułaś się oszukana, upokorzona. Dobrze wiedziałaś, że kłamie. Zresztą jak zwykle.
W pewnym momencie uderzyłaś w kogoś i upadłaś na ziemie, poczułaś dłonie oplatające Twoją talię i unoszące Cię do pozycji pionowej. Spojrzałaś w górę i napotkałaś TE brązowe tęczówki dzięki, którym dzień stawał się lepszy.
- Zayn? - szepnęłaś wlepiając wzrok w Jego twarz. Miałaś rację - kłamał. Bezczelnie Cię okłamywał, a Ty miałaś dowód.
- [T.I]... Co Ty tu robisz? - spojrzał na Ciebie zaskoczony, a w Tobie prawdę mówiąc się zagotowało.
- Co ja tu robię?! Co Ty tutaj robisz! Miałeś być u wujka! - krzyknęłaś Mu w twarz, a w Twych oczach pojawiły się łzy.
- Musimy pogadać. - wtedy Twe serce przestało na chwilę bić. "Musimy pogadać" - to zawsze znaczyło coś złego. Przynajmniej dla Ciebie. Zacisnęłaś mocno usta oraz oczy po czym wciągnęłaś powietrze i wypuściłaś je nosem.
- Słucham?
- Prawda jest taka, że Cię nie kocham. - powiedział od niechcenia, a Ciebie coś ukuło w sercu. Jak... jak On mógł to powiedzieć z taką obojętnością?
- Co? Ale jak to? - szepnęłaś niedowierzając, poczułaś pierwsze łzy spływające po policzkach.
- Po prostu Cię nie kocham. To był głupi zakład, który dzęki Twojej naiwności wygrałem dzieciaku. - w tamtej chwili z Twych oczu. - No i czego ryczysz? Co myślałaś, że ktoś taki jak ja Cię pokocha?
Nic nie odpowiedziałaś, starłaś łzy spływające po policzkach i uciekła do domu. Dla Ciebie świat już nie miał sensu, nic nie miało sensu kiedy nie było Jego przy Tobie. Tego który tak chamsko i bezczelnie się z Tobą rozstał.

Leżałaś twarzą w poduszce i całe dnie płakałaś. Przez tego idiotę, który potraktował Cię jak szmatę. Lecz Ty nadal Go kochałaś. Nawet teraz gdy minęło pół roku, dla Ciebie to nie był koniec. Każdy dzień bez Niego był dniem przepłakanym. Ciągle miałaś nadzieję, że zadzwoni, albo napiszę. Przeprosi, stwierdzi, że się mylił, że nadal kocha, jednak to nie nastąpiło. Wręcz przeciwnie, dostawałaś wiadomości od znajomych jakiej to sobie nie znalazł. Dobijali Cię coraz bardziej, miałaś ochotę wziąć żyletkę i po prostu to zakończyć jednak wiedziałaś, że musisz być silna. Jeśli nie dla Niego to po prostu dla rodziców.

Któregoś dnia mama poprosiła Cię byś poszła do sklepu bo sama nie mogła. Coś w środku mówiło Ci, że to głupia wymówka. Rodzicielka po prostu bała się o Ciebie. Nie wiedziała co się z Tobą dzieje i to tworzyło w Jej głowie jeszcze gorsze scenariusze.
Szłaś przez park. Tylko taka była droga do supermarketu. Zauważyłaś Go, siedział na ławce i miział się z kolejną. Twe oczy napełniły się łzami. Czułaś, że się przy Nich rozpłaczesz. Ten obrzydliwy widok gdy ich języki się stykały. Z Tobą robił to subtelniej, albo po prostu Ci się wydawało. Przecież dla Ciebie On wszystko robił subtelnie. Wzięłaś się w garść i podeszłaś do Nich. Fakt, byłaś zamknięta w sobie, całkiem zawstydzona i sparaliżowana jednak stanęłaś przed Nimi i wpatrywałaś się w Niego. Tylko w Niego. Jakby ta dziewczyna nie istniała.
Zauważył Cię, po pięciominutowym upływie czasu jednak Cię zauważył...
- O proszę, kogo ja tu widzę. - zaśmiał się wrednie. Kolejne ukłucie w okolicach serce. Zacisnęłaś niezauważalnie usta i dalej się w Niego wpatrywałaś. - No czego chcesz?
- Ciebie. Zayn proszę... Wiem, że kłamałeś... kochasz mnie... - szeptałaś wlepiając wzrok w ławkę, na której siedzieli. Nie potrafiłaś na Niego spojrzeć.
- Boże... [T.I] nie rozumiesz, że to był zakład? Jebany zakład?! Z Nami koniec! Co ja pierdole... Nas nigdy nie było! Wbij to sobie do głowy! Nie kochałem Cię i nie będę! - odepchnął Cię i odszedł trzymając dłoń na pośladku tej dziewczyny. Nie wytrzymałaś, Twoje oczy uroniły kilka łez, co przerodziło się w dziki szloch. Nie poszłaś do żadnego sklepu. Udałaś się do jakiegoś lasu, mówiono, że to nawiedzony las, ale wyśmiewałaś to. Teraz miałaś nadzieję, że to prawda. Że coś po Ciebie przyjdzie i z Tobą skończy.

Siedziałaś tam trzeci dzień, dziwiło Cię, że policja jeszcze Cię nie znalazła. Nie mogła namierzyć Twojego telefonu bo roztrzaskałaś Go o jakiś kamień. Po woli brakowało Ci sił, wody, a także jedzenia. Nie wytrzymywałaś.

Dziś mijał tydzień. Czułaś się jak jakiś dzikus, odmienieć. Siedziałaś w lesie i po prostu umierałaś z chorej miłości. Wiedziałaś, że to koniec. Powoli Twój organizm się wykańczał.

Półtorej tygodnia. Leżałaś zmarznięta na ziemi. Tak, to dziś. Dziś miał być Twój koniec. Ciało przestało słuchać Twoich poleceń. Wyszeptałaś ostatni raz trzy słowa:
- Kocham Cię, Zayn.
Po sobie pozostawiłaś tylko roztrzaskany telefon i listę produktów, które miałaś kupić w sklepie.

__________________________________

Pisałam to przy Led Zeppelin - Stairway To Heaven. O 3 w nocy więc mogą być jakieś niedomówienia bądź błędy, za które niezmiernie przepraszam. I wybaczcie, że tak długo.
Byłabym zapomniała. To o coś wyżej dedykuję mojemu żonowi Kaśce <3
Bless. :)

wtorek, 10 lipca 2012

Louis

Stałaś obok szczęśliwego 30-latka wlepiającego oczy w syna. Waszego syna. Małego  Tommy'iego. Byłaś szczęśliwa patrząc na dwóch mężczyzn swego życia. Razem z Louis'em staraliście się o dziecko dobre kilkanaście lat, dziesiątki razy chodziłaś do lekarza. Wszystko było w jak najlepszym porządku, nie rozumiałaś dlaczego nie możesz zajść w ciąże. Po tylu latach lekarze dawali marne szanse na jakiekolwiek dziecko.

Mieliście się zdecydować na adopcję gdy, któregoś dnia przebudziłaś się z ogromnymi mdłościami. Pobiegłaś do toalety i pochyliłaś się nad łazienką.
- Skarbie co się dzieje? - szepnął Tomlinson odgarniając Twoje włosy w tył. Nie potrafiłaś Mu odpowiedzieć bo sama zastanawiałaś się co z Tobą jest. Bałaś się, od niedawna czułaś się osłabiona, miesiączka Ci się spóźniała. Bałaś się, że to nowotwór. 
- Nie wiem Lou, zawieź mnie do szpitala... - Twój szept rozniósł się po zimnych kafelkach, a w momencie gdy wtedy 29-letni Louis Tomlinson dzwonił po pogotowie Ty zemdlałaś. 
Obudziłaś się dopiero w ambulansie. Przy Tobie siedział zapłakany, a zarazem uśmiechnięty chłopak. 
- Louis? Co się stało? 
- Jesteś w ciąży. - poczułaś Jego nacisk na swoim ciele, a także po Twych chłodnych policzkach zaczęły spływać srebrne łzy. Byłaś najszczęśliwszą kobietą na świecie, nosiłaś w swym ciele małą bądź małego potomka Louis'a Tomlinson'a. Mężczyzny, w którym jesteś zakochana do szaleństwa. 

W takich okolicznościach dowiedziałaś się o dziecku. Marzyliście o tym jednak kilka dni przed porodem naszły Cię wątpliwości. Wątpliwości co do tego czy dacie rade wychować dziecko. W końcu to nie byle zabawa, a Lou nadal jeździł w trasy.

- Louis boję się... - szepnęłaś masując brzuch. Był ogromny, ale nie można się dziwić, niedługo zaczynał się 9 miesiąc. 
- Czego skarbie? - spojrzał na Ciebie zaspany mężczyzna. Nie dziwiłaś Mu się, był przy Tobie dzień w dzień. Noc w noc. Nie chodził już nawet na próby. 
- Że nie damy sobie rady, przecież Ty masz One Direction, a ja? Ja nie potrafię zająć się nawet młodszą siostrą... - z Twych ust wydobył się szept. Spojrzał na Ciebie zaskoczony, był widocznie zły. 
- Przestań! Przecież będę przy Tobie! Nie pozwolę byś była z tym wszystkim sama!
Mocno Cię, znaczy Was przytulił po czym złożył na Twym brzuchu delikatny pocałunek. 


Nie kłamał. Od porodu minął rok, a On nigdy nie zostawił Cię choćby na tydzień. I właśnie za to Go kochałaś, za to, że zawsze dotrzymywał tajemnic i nigdy nie przestał Cię kochać. A wiedziałaś, że nie byłaś piękna jak kiedyś. Miałaś rozstępy, Twoja skóra była obwisła, a ciało zgubiło swą energię. Nie byłaś taka jak kiedyś jednak On nadal darzył Cię uczuciem takim jak wtedy gdy się poznaliście. Kochał Cię do szaleństwa.


________________________
Krótko, ale nie mam weny. Jednak obiecałam więc musi być :)

poniedziałek, 9 lipca 2012

Przeprosiny.

Jeeeeju, wybaczcie mi za to, że nie pisałam. First of all to miałam problemy z komputerem, teraz jakoś brak weny, ale spróbuję jeszcze dzisiaj coś wybazgrać. <3

piątek, 6 lipca 2012

Niall

Przyjaciółka wyznała Ci, że ma randkę z Louis'em Tomlinson'em. Na początku byłaś na Nią wściekła, nie rozumialaś jak mogła nie powiedzieć, że Go zna. Lecz gdy wyznała Ci, że to podwójna randka od razu humor Ci się polepszył.
- Ojej! [I.P] dziękuję! Dziękuję! Dziękuję! Kocham Cię! - rzuciłaś się na Jej szyję i zaczęłaś tańczyć swój słynny taniec radości.
- Jesteś próżna. - wyznała Ci przyjaciółka, a Ciebie wcięło.
- Dlaczego tak uważasz? - spojrzałaś na Nią mrużąc oczy.
- Jeszcze nie wiesz, z którym Cię umówiłam. - posłała Ci dziwne spojrzenie, a Ty parsknęłaś śmiechem.
- Z Niall'em. - wytknęłaś Jej język, a mina przyjaciółki zrzędła.
- Skąd wiesz?!
- Bo znam Ciebie, a Ty znasz mnie. Wiesz, że widzę w Niall'u ideał faceta. - roześmiałaś się, a Ona posłała Ci delikatny uśmiech. Byłaś Jej strasznie wdzięczna. Nie znałaś Go osobiście jednak czułaś jakbyście byli najlepszymi przyjaciółmi. Myślałaś, że wiesz o Nim wszystko. Jako "prawdziwa fanka". Directionerka. Nie chciałaś do siebie dopuścić myśli, że jest inaczej, a było.
Nadszedł dzień spotkania. Narzuciłaś na siebie zwiewną turkusową sukienkę i ruszyłaś do domu przyjaciółki skąd mieli Was odebrać chłopcy. Twoja ekscytacja wzrastała z każdą minutą, głupie słowa [I.P] nie docierały do Ciebie, nie spodziewałaś się, że były takie ważne.
- [T.I]! - krzyknęła Ci wprost do ucha. Podkoczyłaś i spojrzałaś na Nią zła.
- Czego?
- Dzwonił Louis. Niall będzie... - tutaj Jej przerwały otwierane drzwi. Najpierw wszedł Louis, a potem Niall... - z dziewczyną.
Dokończyła Ci do ucha, tak że tylko Ty słyszałaś. Przecież... powinnaś wiedzieć, wiesz o Nim wszystko, jak to się stało, że pominęłaś ten stanowczy fakt?! A to miała być randka... mieliście się w sobie zakochać. Poczułaś się cholernie źle, ale nie mogłaś zawieźć przyjaciółki. Stanęłaś dumnie na 15cm szpilkach i ruszyłaś z podniesioną głową do samochodu. Fakt, że szłaś ostatnia wcale nie zmianiało tego, że byłaś pewna siebie. Żadna tam cizia nie będzie niszczyła Ci prawdopodobnie najlepszego dnia Twojego życia. Usiadłaś na tyłaś czarnego Range Rover'a i rozkoszowałaś się chwilą,  w której blondyn był przy Tobie. Czy to ważne, że właśnie całował się ze swoją dziewczyną? Ależ skądże, nie dla Ciebie. Uśmiechnęłaś się pod nosem i "przypadkiem" dotknęłaś Jego kolana. Najbardziej zdziwił Cię fakt, że gdy spojrzał w Twoje oczy u Niego pojawiła się iskierka. Obdarowałaś Go najsłodszym uśmiechem jaki miałaś w zanadrzu, a Louis krzyknął, iż dojechaliście.
Znów wlokłaś się za wszystkimi. Twoja pewność siebie zmalała. Ciągle się miziali, trzymali za ręce. To bolało, mimo tego, że Ty nie znałaś Jego, a On Ciebie - bolało. Szczególnie fakt, że jesteś całkowitym sprzeciwieństwem tej dziewczyny. Tak na prawdę to nie spodziewałaś się, że Horan sobie kogoś takiego znajdzie. Dziewczyna była plastikowa!
Paznokietki.
Tona make-up'u.
Fryzurka.
Kozaczki.
Solara i jedziesz!
Tak właśnie wyglądała nowa dziewczyna Niall'a Horan'a. Kiedy się całowali Tobie zbierało się na wymioty. Nie mogłaś uwierzyć własnym oczom. I znów złączyli swe usta.
- Och, przestańcie już! - warknęłaś na całą restaurację. Wszyscy nie pomijając naszej kochanej parki wlepiali w Ciebie gały
- A co? Zazdrosna jesteś, że Ciebie nikt nie chce? - parsknął śmiechem plastikowy głosik.
- Nie, bardziej dobija mnie fakt, że ktoś tak sztuczny i obleśny rozkochał w swoje to cudo siedzące naprzeciw mnie. - warknęłaś w Jej stronę, a dopiero po chwili zdałaś sobie sprawę co powiedziałaś. Nazwałaś Go "cudem", a Jego dziewczynę "obleśną". - Przepraszam.
Złapałaś za torebkę i wyszłaś zostawiając na Twoim talerzu drobne za kawę, którą zdążyłaś wypić. Wyciągnęłaś z beżowej torebki L&M'a i zapaliłaś drżącymi dłońmi. Jedno słowo, a działało na Ciebie jak [wstaw coś czego się panicznie boisz]. Do tego powiedziane bez żadnego przemyślenia. Zaciągnęłaś się gdy ktoś wyrwał Ci tytoń z ust.
- Nie pal, nie warto. - ujrzałaś czerwonego Vans'a zgniatającego TWOJĄ własność. Dobrze wiedziałaś do kogo należały te buty.
- Nie jestem nałogowcem, pale kiedy mam powód. - mruknęłaś pod nosem nie racząc na Niego spojrzeć, nie miałaś ochoty, po tych wszystkich akcjach z Brooke czułaś wstręt do Niego. Dotykał Jej ciała, ust, twarzy. Aż ciarki przechodzą po plecach. Na ogół wredna nie jesteś jednak wtedy to była przesada.
- Więc przestań, jest wiele innych sposobów na odreagowanie.
- Na przykład co? Pukanie po nocach plastika? - prychnęłaś w Jego stronę i wyciągnęłaś kolejną fajkę. Czułaś, że coś w tym związku jest nie tak.
- Nie pukam Jej... Jestem jeszcze prawiczkiem, ale poza tym dlaczego ja Ci się zwierzam? Przyszedłem powiedzieć, że Brooke prosi o przeprosiny. - spojrzałaś na Niego spojrzeniem "chyba sobie kpisz". Ty miałaś przepraszać Ją? To coś? Twój śmiech można było słyszeć na drugim końcu ulicy.
- Cieszę się z tego. Sorx, sorx. - chichrałaś się pod nosem, i odwróciłaś do Niego tyłem. Czułaś na sobie wzrok, wzrok chłopaka, za którym jeszcze przed kilkoma godzinami szalałaś.
- [T.I]? - usłyszałaś szept za sobą i automatycznie się odwróciłaś. To najlepsze co zrobiłaś dzisiejszego dnia. Poczułaś na ustach nacisk innych ust. Słodkich, malinowych ust Irlandczyka, który dopiero po około półtorej minucie się od Ciebie odkleił.
- Co to było? - uśmiechnęłaś się pod nosem. Podobało Ci się, nawet bardzo.
- Po prostu się w Tobie zakochałem, wierzysz w miłość od pierwszego wejrzenia? - uśmiechnął się do Ciebie, tylko co z Jego lasią?
- Gdybym nie wierzyła poszłabym teraz do Twojej już byłej dziewczyny i Jej wszystko wygadała, ale zamiast tego zrobię tak. - złapałaś Go za policzki i ponownie pocałowałaś te słodkie wargi.

Okazało się, że Brooke to tylko przykrywka. Dlatego nie wiedziałaś o Jego "dziewczynie". Żadnej nie było. Louis... On pomylił Twoje zdjęcia i pokazał Mu zdjęcie jakieś dziewczyny jak się okazało Bóg nie obdarzył Jej urodą (jeśli kogoś to uraziło przepraszam z całego serca, nie wiedziałam jak inaczej to napisać). Poprosił więc Ją o pomoc. Dziś siedzicie ze swoją dwójką synów i śmiejecie się z tego razem.

___________________________

I jest Niall! :>
To dla Ciebie Feluś, pozdro biatch. Możesz wyjść jak już przeczytałeś, papa :*

czwartek, 5 lipca 2012

Harry

Szłaś zatłoczonymi ulicami Londynu by spotkać się z chłopakiem. Poprawka. BYŁYM chłopakiem. Po tym co Ci zrobił nie miałaś ochoty na Niego patrzeć, co dopiero być z Nim czy Go dotykać.
Dobrze wiedziałaś na co się piszesz. Od samego początku. Mówił, że ma słabość do starszych, a Ty głupia Mu zaufałaś. Myślałaś, że dla Ciebie się zmieni. Będzie inny. Ha, dobre sobie! Tacy jak On nigdy się nie zmieniają. Tylko zaliczanie im w głowie.
Poczułaś łzy spływające po policzkach.
"Nie rycz idiotko! Nie warto! Nie dla Niego!" skarciłaś się w myślach choć to i tak nic nie pomagało. Płakałaś dniami i nocami zastanawiając się co zrobiłaś źle. Co jest z Tobą nie tak. Czy to to, że nie chcesz iść z Nim do łóżka? Czyżby chłopak, którego kochałaś całym sercem okazał się być tak próżny?
Z rozmyślań wyrwały Cię głośne nawoływania. Nikogo innego jak Harry'ego. Kiedy tak myślałaś nie zauważyłaś Go i przeszłaś obojętnie. Pomimo tego, że to było nieświadomie poczułaś się dumnie.
- [T.I] czekaj! - biegł za Tobą zdyszany.
- Mów niewierny! Masz 5 minut. Może, zaznaczam MOŻE Ci wybaczę. - a prawda jest taka, że dawno mu wybaczyłaś, lecz sumienie nie pozwalało Ci na telefon do Niego. Mózg powtarzał, że to On powinien zadzwonić, a serce? Serce z bólem wołało Jego imię.
- Księżniczko, chciałbym Ci powiedzieć, że to wszystko to kłamstwo, ale nie chce się pogrążać... Z-zdradziłem Cię, ale dla mnie to nie miało znaczenia! Nic nie czuję do tej kobiety.
- Styles śmieszny jesteś! Ilu już to wmawiasz? Którą jestem kochanką? #666?! - warknęłaś, spluwając Mu na buty. Był wyższy od Ciebie o głowę jednak Ty czułaś, że masz władzę. Bądź przynajmniej chciałaś to czuć.
- Wiem, jestem głupim sukinsynem, ale Ty jesteś tą jedyną! [T.I] kocham Cię...
Zmiękłaś, pierwszy raz wyznał Ci miłość. Pierwszy raz odkąd jesteście razem. Twe dłonie zaczęły drżeć, a na czole pojawiły się pierwsze kropelki potu. Tak bardzo chciałaś, lecz nie mogłaś Mu wierzyć. Byłaś zdolna zmusić się do tego, ale zaufania nie wymusisz.
- Nie wierzę Ci Harry, nie po tym wszystkim.
W tamtym momencie mieliście liczyć się tylko Wy. W Twych wybrażeniach inaczej to wyglądało.
Noc.
Woda. Morze.
Koc.
Świecie.
Kosz wiklinowy.
Kwiaty.
I naszyjnik od NIEGO.
Miało być romantycznie, a wyszło tak, że wyznał Ci miłość w okropnych dla Ciebie okolicznościach.
- Zdaję sobie z tego sprawę. I wybacz mi, tylko to. Obiecuję, potem zniknę. - złapał Cię za mały palec u prawej ręki. Cała złość jaka w Tobie siedziała zniknęła przy Jego dotyku. Zresztą jak zwykle. Gdy zabrał rękę jeknęłaś.
- Co się stało? - spojrzał na Ciebie pytającym wzrokiem.
"Powiedz Mu prawdę! Powiedz, że kochasz! Że wybaczasz!" przemykało Ci przez głowę.
- Brzydzę się Tobą. Brzydzę się każdego Twojego dotyku. Brzydzę się tego, że z Tobą byłam. Jesteś potworem, obleśnym potworem, który potrafi tylko ranić. - syknęłaś Mu w twarz i odeszłaś. Głupia! Miałaś Mu wybaczyć! Powiedzieć, że Go kochasz!
- Jesteś idiotką. - warknęłaś do siebie. Poczułaś ukłucie w sercu. Straciłaś najważniejszą osobę swojego życia. Usiadłaś pod jakimś drzewem i płakałaś. Płakałaś nad swoją głupotą. Miałaś nadzieję, że On podejdzie do Ciebie. Przeprosi, a Ty mu wtedy wybaczysz. Powiesz jak bardzo Go kochasz. Niestety nic takiego się nie stało.
Siedziałaś pod tym drzewem już trzecią godzinę. Dochodziła północ, jednak Tobie to nie przeszkadzało. Ciągle czułaś wibracje telefonu. Nie miałaś zamiaru odbierać od innego numeru niż "Misiaczek ♥". 42 nieodebrane połączenia i 36 wiadomości od Liam'a, 23 połączenia od Niall'a, 10 od Lou i 65 wiadomości od Zayn'a. Groził, że zadzwoni na policję, ale miałaś to gdzieś.
Kolejna wiadomość, na wyświetlaczu pojawił się napis "Nowa wiadomość od "Misiaczek ♥". Automatycznie wcisnełaś "Pokaż".
"Odbierz telefon i powiedz gdzie jesteś. Chłopcy się martwią. Hazza"
Nie było żadnego buziaczka, żadnego przejęcia. W każdym sms'ie pisał, że Cię kocha, że tęskni. A tutaj nic. Zabolało...
"To co powiedziałaś zabolało Jego" pomyślałaś.
- "Chłopcy się martwią". Więc Ty nie? - szepnęłaś do telefonu. Kolejne wibracje. Dzwonił Zayn. Jak prosił Hazza kliknęłaś zieloną słuchawkę.
- Słucham?
- Przez telefon nie... [T.I]! - usłyszałaś szum po drugiej stronie słuchawki.
- To ja. - odpowiedziałaś głupio i pociągnęłaś nosem.
- Gdzie Ty jesteś?! Martwimy się o Ciebie! - krzyczł do słuchawki, a obok Niego stał prawdopodobnie Niall i co chwile krzyczał "właśnie!".
- Jestem pod jakimś drzewem w parku. - szepnęłaś.
- Zaraz po Ciebie przyjadę.
Usłyszałaś tylko tyle. Potem był dźwięk rozłączanej rozmowy.
Nie minęło 20 minut jak leżałaś w objęciach Mulata i szliście do samochodu.
- Harry nam wszystko opowiedział. - wyznał w połowie drogi do domu. No tak, mogłaś się tego spodziewać.
- On nie chciał Cię zranić, ale po tym co Mu powiedziałaś udaje, że ma Cię gdzieś. - spojrzał na Ciebie. Domyślasz się o co chodzi.
- Znalazł sobie inną? - Pakistańczyk niechętnie jednak pokiwał głową.
- Przepraszam. - szepnął w Twoją stronę, gdy parkowaliście przed domem.
- Ty nie masz za co. To ja powinnam przeprosić. - wyszłaś z auta i krzywo się uśmiechnęłaś.
Weszłaś do domu, Pierwsi rzucili Ci się w oczy. Siedzieli na kanapie wpychając sobie języki do ust. Spojrzałaś na nich z bólem w oczach.
- Nie dam rady. - mruknęłaś, a wtedy spojrzał się na Ciebie, nie widziałaś już w Jego oczach tej milości co kiedyś. Była tylko nienawiść.
- Skoro się mnie brzydzisz to po co tu wróciłaś? Co myślisz, że do Ciebie wrócę?! Że Cię kocham? Nie, Malutka, to minęło, po tym co powiedziałaś dziękuję bardzo, możesz iść. Mam nową, LEPSZĄ, dziewczynę. - kilka następnych łez spłynęło po Twoich policzkach. Uciekłaś na górę do łazienki gdzie się zamknęłaś. Zaczęłaś spazmatycznie szlochać i szukać żyletki. Gdy w końcu ją znalazłaś uśmiechnęłaś się pod nosem i wykonałaś kilka głębokich cięć na skórze gdzie powinny być żyły. I nie pomyliłaś się. Po kilku sekundach poczułaś się błogo. Opadłaś na ziemię, a przed Tobą pojawił sie Styles z pierścionkiem zaręczynowym w dłoni, a drugą wyciągał do Ciebie. Złapałaś Ją, a gdzieś w podświadomości usłyszałaś huk wywarzanych drzwi, a po chwili też krzyki. Był tam też ten głos, krzyczał, że przeprasza, że nie chciał, błagał byś się obudziła, ale było za późno. Byłaś już szczęśliwa na innym świecie.

Dopiero na pogrzebie [T.I] loczek zrozumiał co zrobił źle i, że to przez Niego nie żyjesz. Załamał się na samą myśl o tym jednak nie chciał popełnić samobójstwa. Chciał pokazać Tobie i chłopakom, że potrafi być silny co nie znaczy, że zapomniał. Dzień w dzień był na cmentarzu i kładł na Twoim grobie jedną, białą różę.

__________________

Taki jakiś dziwny, miał być smutny, ale nie jestem pewna czy wyszedł. W ogóle zmieniałam przed chwilą jeszcze końcówkę bo wyszła głupio, teraz przynajmniej jakoś to wygląda...
Tak z dedykacją dla Natalii bo Jej obiecałam. W zeszycie tworzy się już Niall. Jak mi się uda to dzisiaj wstawię, ale nie jestem pewna :>
Bless.